Archiwum | Polityka

ACTA – porozumienie dla “dobra społeczeństwa”

Tags: , ,

ACTA – porozumienie dla “dobra społeczeństwa”

Wpisany dnia 20 January 2012 przez admin

Dzisiaj głośno wszędzie o podpisywaniu przez Polskę (i nie tylko) porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). O tym, czym jest, czym może się stać i czym chcieliby jego twórcy, by się stało, napisano już dużo. Wszystko, co tworzą ludzie, można wykorzystać w dobrych lub złych celach. Ważne są tutaj intencje. ACTA preparowano od 2007 roku i gdyby nie WikiLeaks, nie dowiedzielibyśmy się o szczegółach tego porozumienia w roku 2010. Nikt nie konsultował tego porozumienia ze społecznościami, których ono dotyczy. Wątpliwym jest, że ktokolwiek podejmie trud zapytania nas o zdanie w momencie podpisywania ACTA. Oczywiście może być to myślenie błędne… jakie są zatem intencje twórców ACTA?

Porozumień międzynarodowych, które wdrażane są bez uzgodnień i konsultacji społecznych, powstało już sporo. Jest to bardzo wygodna droga obchodzenia demokracji państwowych. W końcu to, co podpisują “wszyscy” “dla dobra powszechnego”, musi podpisać i nasz kraj. ACTA tym bardziej – przecież stanie się to dzięki m.in. staraniom naszych europarlamentarzystów i polskiej prezydencji w UE. Poniżej zamieszczam fragmenty książki “Po kapitalizmie…“, które opisują, jak i po co takowe porozumienia  powstają.

1. Porozumienie w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (TRIPS – Trade Related Intellectual Property Rights)

Zły stan zdrowia ludności, którego przyczyną jest ubóstwo, nasila fale szerzących się epidemii. W biednych krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej żniwo śmierci spowodowane chorobami zakaźnymi to 11 mln ofiar rocznie. Oznacza to, że codziennie z tego powodu umiera ponad 30 000 ludzi. Połowa z nich to dzieci poniżej piątego roku życia. Ponad jedna czwarta (tj. 2,6 mln) umiera na AIDS. Ludzie ci ani ich rządy nie dysponują środkami na zakup lekarstw na leczenie tych chorób.

Większe kraje rozwijające się produkują tańsze odpowiedniki zachodnich leków, niezastrzeżone prawami patentowymi. Dla przykładu Indie produkują 70 procent lekarstw konsumowanych przez swoich obywateli. Egipt, Tajlandia, Argentyna i Brazylia stają się coraz bardziej samowystarczalne pod tym względem. Inne kraje rozwijające się, kupując te tańsze wersje, także czerpią z tego korzyści polegające na tym, że środki zgromadzone w ich narodowych funduszach zdrowotnych pozwalają na objęcie leczeniem większej liczby pacjentów. Ponad 50 krajów rozwijających się, a nawet kilka rozwiniętych, zniosło patenty na leki, aby dopuścić tańsze wersje, które ratują życie.

Brazylia z powodzeniem produkuje leki stosowane w kuracji osób zarażonych wirusem AIDS/HIV; koszt potrójnej terapii wynosi tylko 4000 dolarów. W Stanach Zjednoczonych ta sama terapia kosztuje aż 15 000. Darmowym leczeniem objęto prawie 90000 Brazylijczyków zakażonych wirusem HIV – cztery razy więcej, niż byłoby możliwe, gdyby państwo płaciło całą sumę za opatentowany lek.

W rzeczywistości cały światowy przemysł farmaceutyczny zdominowała klika kilku międzynarodowych korporacji. i tak w 2006 roku korporacja Pfizer (USA) osiągnęła zyski w wysokości 48,3 mld dolarów, Glaxo SmithKline (Wielka Brytania) — 46,2 mld dolarów, Eli Lilly (USA) — 15,6 mld dolarów oraz Merck (pierwotnie firma szwajcarska, aktualnie USA) — 22,6 mld dolarów. Ta czwórka działa jak kartel, używając swej potęgi finansowej i wpływów, aby nie dopuścić do produkcji leków niezastrzeżonych patentami.

Uzurpują sobie prawo do ogromnych zysków, tłumacząc je potrzebą finansowania badań nad nowymi lekami. Faktycznie jednak sumy przeznaczane przez koncerny farmaceutyczne na badania naukowe są znikome w porównaniu z miliardami dolarów wydawanymi na kampanie reklamowe. Co więcej, jedynie 10 procent budżetu na prace badawczo-rozwojowe przeznacza się na opracowywanie środków leczących 90 procent chorób w skali globalnej. Reszta wydatkowanych sum trafia na doskonalenie specyfików zwalczających dolegliwości krajów bogatych, np. otyłość. Pod naciskiem tych korporacji Światowa Organizacja Handlu opracowała restrykcyjne przepisy prawne nazywane Porozumieniem w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (w skrócie TRIPS – Trade Related Intellectual Property Rights).

Od czasu wejścia w życie porozumienie TRIPS spotkało się z coraz silniejszą krytyką ze strony krajów rozwijających się, uczelni i organizacji pozarządowych, piętnującą je jako ucieleśnienie wszelkiej niesprawiedliwości społecznej, gospodarczej i politycznej wywołanej globalizacją. Mimo takiego charakteru tego porozumienia dołączono do niego wyjątkową klauzulę zabezpieczającą. Zezwala ona na to, aby kraj, w którym wystąpił „stan klęski narodowej”, mógł zignorować postanowienia porozumienia TRIPS. Bez wątpienia pandemia AIDS i 30 000 zgonów dziennie spowodowanych chorobami zakaźnymi kwalifikuje się jako „stan klęski”. Jednakże Wielka Czwórka naciska na rząd USA, aby ten zatrudnił armię prawników, która załata wspomnianą lukę prawną w porozumieniu TRIPS. Na forum Światowej Organizacji Handlu przedstawia się jego naruszenia i w przeciwieństwie do spraw karnych ciężar dostarczenia dowodów spada na państwo oskarżone.

Co jest jeszcze gorsze, w imieniu Wielkiej Czwórki rząd USA stosuje metodę zastraszania państw niepokornych. Dla przykładu grozi zniesieniem specjalnego statusu Republiki Dominikańskiej na eksport jej tekstyliów do Stanów Zjednoczonych, jeśli nie wycofa się ona ze swoich planów importowania leków bez licencji. Brazylia i Indie zostały ostrzeżone, że mogą zostać poddane sankcjom zgodnie z amerykańską ustawą o handlu dwustronnym Super 301.

2. Strefa Wolnego Handlu Ameryk (FTAA – Free Trade Area of the Americas)

W celu zawyżenia wartości swoich akcji oraz umniejszenia obowiązków podatkowych korporacje stosują także tzw. „twórczą księgowość”. Przykładowo księgowi pracujący dla korporacji prasowej Newscorp Investments, której właścicielem jest Rupert Murdoch, okazali się tak pomysłowi, że w latach 1987–1998 firma nie zapłaciła w ogóle brytyjskiego podatku dochodowego pomimo wykazania w tym czasie zysków na poziomie 1,4 mld funtów!

W grudniu 2001 roku międzynarodowa firma Enron działająca w branży finansowej i energetycznej ogłosiła największe bankructwo w historii z aktywami wartymi 62,8 mld dolarów. William Lerach, pełnomocnik akcjonariuszy pozywających firmę Enron powiedział, że 29 jej kierowników i dyrektorów sprzedało akcje warte około 1,1 mld dolarów w czasie, gdy „przyznali, że wyolbrzymili w raportach zyski firmy Enron o 600 mln dolarów, a kapitał akcyjny o 1,1 mld dolarów”. Krytykując te sprawozdania, powiedział: „Te księgi rachunkowe były fałszowane przez… dyrektorów, którzy włożyli w swoje własne kieszenie setki milionów dolarów, podczas gdy winą obarczono pracowników firmy Enron, a setki czy nawet tysiące inwestorów straciło miliardy dolarów”.

Kilka miesięcy później ogłosiła bankructwo firma Worldcom, Inc., działająca prężnie w branży telefonii dalekiego zasięgu oraz usług internetowych. Wartość jej aktywów wynosiła łącznie 103,9 mld dolarów, a zatem pobiła ona rekord ustanowiony wcześniej przez firmę Enron. Zmuszono ją do zakończenia działalności po tym, gdy jej dyrektorzy przyznali się do sporządzenia fałszywych sprawozdań finansowych o rzekomo osiągniętym zysku 3,3 mld dolarów. Do tego w dniu 8 sierpnia 2002 roku przyznali się do kolejnych fałszerstw sprawozdań finansowych na kwotę 3,8 mld dolarów. W odpowiedzi na te oświadczenia minister sprawiedliwości USA, John Ashcroft, podczas konferencji prasowej powiedział: „Gdy skorumpowane kierownictwo korporacji zdradza pracowników i inwestorów, nie różni się niczym od zwyczajnych złodziei”.

Tendencja do monopolizowania, wyniszczania czy wykupywania konkurencyjnych firm jak również do utajonego czy potajemnego ustalania cen z innymi firmami doprowadziła do wytaczania korporacjom procesów antymonopolowych. W odpowiedzi odraczały one sprawy do momentu wybrania przychylniejszych im rządów (i zapewniały sobie tę przychylność przez ogromne finansowe wsparcie dla kampanii politycznych obydwu amerykańskich partii politycznych!). Jak przyznał prawnik firmy IBM, nauczył się on na początku swojej kariery, że „mógłby wziąć najprostszą sprawę antymonopolową… i przeciągać jej obronę niemalże w nieskończoność”. Mimo przegrania sprawy antymonopolowej w sądzie korporacji Microsoft Corporation nadal udało się wynegocjować z Departamentem Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych korzystny układ.

Po zniesieniu rządowej kontroli nad sferą przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dwóch dekadach wśród rosnącej liczby korporacji praktykowana jest taktyka polegająca na przejmowaniu i wykupywaniu konkurencyjnych firm. Gdy w 1988 roku szef koncernu RJR Nabisco planował największe wówczas, finansowane kredytem wykupienie, obawiał się, że zabraknie na świecie funduszy, aby to przejęcie przeprowadzić: „Będę musiał stawać na głowie…. aby zdobyć te 17 mld dolarów!” Dzisiaj świat zalany jest kapitałem spekulacyjnym, dlatego że duża część oszczędności emerytalnych ulokowana jest w inwestycyjnych funduszach wzajemnych oraz tzw. funduszach hedgingowych, a częściowo ponieważ podaż pieniądza wzrosła alarmująco w wyniku udzielania kredytów ogromnej wartości. W 2006 roku łączna wartość fuzji i przejęć przedsiębiorstw na świecie wyniosła 2,24 biliona dolarów!

Niewiarygodnie intensywna rywalizacja o zyski na każdym kroku sprawiła, że bezosobowe byty korporacyjne są obojętne na prawa pracowników czy zagrożenie dla środowiska. W większości przejmowanych firm masowo zwalnia się pracowników, aby uczynić je jeszcze bardziej dochodowymi dla przejmującej korporacji. Te przykłady, wraz z wieloma innymi, świadczą jasno o tym, że potęga i bogactwo są skupiane w rękach coraz mniejszej grupy osób. Deklaracje kapitalizmu, że niczym nieskrępowane, swobodne działanie sił rynkowych przyniesie wszystkim korzyści, są oczywistym kłamstwem.

Chociaż międzynarodowe korporacje dysponują dzisiaj olbrzymim bogactwem oraz możliwościami wywierania wpływów, w realizacji własnych interesów są one wciąż uzależnione od wojskowej i gospodarczej potęgi państw narodowych. Reżimom, które sprzyjają międzynarodowym inwestycjom, udziela się wsparcia finansowego i militarnego. Współczesne korporacje usiłują wpłynąć na rządy państw, aby te tworzyły coraz więcej porozumień handlowych w obrębie Światowej Organizacji Handlu (Word Trade Organization) takich, jak Strefa Wolnego Handlu Ameryk (Free Trade Area of the Americas – FTAA). Pod pretekstem tworzenia „równych warunków konkurencji na rynku” owe porozumienia dążą do osłabienia wszelkich narodowych barier handlowych, jakie w każdym państwie służyły ochronie rodzimej produkcji i rolnictwa. Edward Goldsmith, publicysta, założyciel szanowanego angielskiego czasopisma „The Ecologist”, obnaża, jak absurdalne są globalistyczne porozumienia gospodarcze. „Zabijają one lokalną gospodarkę i prowadzą do nowej kolonizacji. Gdyby moim przeciwnikiem był mistrz świata w boksie w wadze ciężkiej, Mike Tyson, i gdybym miał stawić mu czoła, nie chciałbym, żeby odbyło się to na „równych warunkach konkurencji” — potrzebowałbym wielu nie lada ochroniarzy!”

W 1994 roku w celu przeforsowania tego typu porozumień rząd Stanów Zjednoczonych wysłał ponad 800 delegatów na ostatnie spotkanie Rundy Urugwajskiej Układu Ogólnego w Sprawie Taryf Celnych i Handlu (General Agreement on Tariffs and Trade, GATT — który później stał się Światową Organizacją Handlu — WTO). Oczywiście ci lobbyści nie byli wybrani w sposób demokratyczny, aby odzwierciedlać sobą różnorodność opinii. Wszyscy byli konsultantami biznesowymi bądź sprawowali stanowiska kierownicze w korporacjach. Ich misją było stworzenie takiego porządku — nawet kosztem środowiska naturalnego — w którym uszczuplenie zysków korporacji amerykańskich byłoby naruszeniem prawa.

Komentarzy (0)

Tags: , , ,

Dr Noam Chomsky – Erozja demokracji i wizje nowego świata

Wpisany dnia 22 December 2011 przez admin

Przedmowa do książki “Po kapitalizmie” Dady Maheshvaranandy

Dr Noam Chomsky

Finansowi przywódcy krajów bogatych, którzy spotykają się co roku na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos (Szwajcaria), zostali nazwani przez wiodący światowy magazyn biznesowy The London Financial Times „władcami wszechświata”. Termin ten został użyty prawdopodobnie z odcieniem ironii, lecz jest raczej trafny. Grupa ta nie jest wybierana w sposób powszechny, a reprezentuje monstrualną potęgę finansową, nieprzynoszącą żadnych korzyści zwyczajnym ludziom. Przykładowo w 1970 roku około 90% kapitału międzynarodowego było ulokowane w handlu i długoterminowych inwestycjach, czyli mniej lub bardziej produktywnie, natomiast tylko 10% w spekulacjach. Do roku 1990 te proporcje się odwróciły.

W tym nowym porządku świata lansowanym przez elity finansowe ma on być rządzony przez bogatych i na rzecz bogatych. Tak stworzony globalny system nie jest bynajmniej klasycznym rynkiem; lepiej pasuje do niego określenie „merkantylizm korporacyjny”. Coraz więcej władzy trafia w ręce ogromnych prywatnych instytucji i ich przedstawicieli. Te instytucje są w swym charakterze totalitarne: w korporacji władza rozchodzi się z góry w dół — z wykluczeniem zewnętrznego społeczeństwa. W systemie współczesnej dyktatury, kryjącym się pod określeniem „wolnego rynku”, wszelka władza decyzyjna w sprawach inwestycji, produkcji i handlu jest scentralizowana i „uświęcona”. Pod względem faktycznym i prawnym ani pracownicy, ani społeczeństwo nie mają w niej żadnego udziału.

Olbrzymie bezrobocie utrzymuje się mimo wielkiego zapotrzebowania na pracę. Wszędzie są do wykonania zadania o wielkiej wartości społecznej i ludzkiej oraz mnóstwo ludzi chętnych do ich wykonania. Jednak panujący system gospodarczy nie potrafi połączyć potrzeby wykonania pracy i wolnych rąk cierpiących z powodu jej braku ludzi. Oficjalnie forsowana koncepcja „gospodarczego zdrowia” jest nastawiona na potrzebę zysku, a nie na potrzeby ludzi. Współczesny system gospodarczy jest w skrócie katastrofalną porażką. Oczywiście okrzyknięto go wspaniałym sukcesem, a to za sprawą wąskiej grupy uprzywilejowanych jednostek, które mają się w nim dobrze i spośród których wywodzą się orędownicy jego zalet i triumfów.

Światowe Forum Ekonomiczne zagraża przetrwaniu gatunku. Poważne potraktowanie przyjętych przez nie wytycznych prowadzi do konkluzji, że racjonalne działanie polega na niszczeniu środowiska naszym wnukom, o ile używamy zdobyczy rozumu „do osiągnięcia jak największego bogactwa” w sensie wychwalanym przez współczesną ideologię. Wobec takich poglądów nie dziwi już fakt, że sabotowanie Protokołu z Kioto przez prezydenta Busha zyskało aplauz zespołu redakcyjnego gazety The Wall Street Journal.

Badania opinii publicznej wskazują, że społeczeństwo jest w miarę świadome problematyki tak zwanych porozumień wolnego handlu i powszechnie przeciwne polityce władców, których niemal jednomyślnie wspiera sektor korporacyjny, rządy oraz instytucje ideologiczne.

W rzeczywistości błędne jest nawet twierdzenie, jakoby istniały „wybierane demokratycznie rządy”, tj. że przy wyborze kandydatów w jakiekolwiek znaczenie ma zdanie opinii publicznej w powyższych sprawach. Stan taki istnieje, ponieważ nawet w najbardziej wolnych i demokratycznych krajach sprawujący władzę dokładają wszelkich starań, aby te kluczowe kwestie nie dotarły do świadomości obywateli.

Media zdają sobie sprawę z powszechnej opozycji. Gazeta The Wall Street Journal na przykład z żalem spostrzega, że przeciwnicy tzw. umów wolnego handlu (co jest, nawiasem mówiąc, mylącą nazwą) dysponują „bronią ostateczną”: ogółem społeczeństwa, który należy zatem utrzymywać w niewiedzy.

Równolegle ze spotkaniami władców wszechświata, w Porto Alegre (w Brazylii) odbywało się corocznie spotkanie Światowego Forum Społecznego, jednocząc reprezentantów oddolnie utworzonych organizacji z całego świata, których koncepcja tego, czego potrzebuje świat, jest zdecydowanie odmienna od ideologii władców. Moim zdaniem nadzieja na godną przyszłość spoczywa bardzo realnie w rękach tych, którzy zbierają się w Porto Alegre oraz im podobnych.

Tradycyjnym celem nowoczesnej lewicy od początku jest stworzenie formy globalizacji, opartej na współuczestnictwie szerokich mas społeczności światowej, a tym samym wyczulonej na interesy i troski tej społeczności. Światowe Forum Społeczne ma nadzieję stać się pierwszym naprawdę znaczącym przejawem takiej oddolnej globalizacji. Jest to długo oczekiwana wizja, niosąca ogromne nadzieje.

Takie konfrontacje są głównymi motywami historii. I na szczęście siły społeczne na przestrzeni wieków odnosiły wiele zwycięstw, tryumfując nad nieuzasadnioną moralnie ani społecznie koncentracją władzy taką, jak na przykład Światowe Forum Ekonomiczne.

Całe tak zwane „zadłużenie” Trzeciego Świata to przede wszystkim koncept ideologiczny, mający niewiele wspólnego z realiami gospodarczymi. W znacznej mierze dług ten mógłby zostać zmniejszony, a w wielu przypadkach anulowany w myśl kapitalistycznej zasady, że pożyczkodawcy powinni brać pod uwagę ryzyko oraz że ciężar spłaty powinien obarczać tych, którzy faktycznie pożyczyli pieniądze. W przypadku Brazylii nie oznacza to ludzi ze slumsów czy bezrolnych robotników bądź tak naprawdę większości populacji. Naturalnie bogacze i elity władzy nie zamierzają honorować wspomnianej zasady.

Jedną z funkcji Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest zapewnienie inkasującym olbrzymie zyski kredytodawcom oraz inwestorom „darmowego ubezpieczenia od ryzyka”. A w kraju biorącym pożyczkę co robią ci, którzy ją faktycznie zaciągnęli, czyli przywódcy? Przenoszą aktywa finansowe za granicę, unikają opodatkowania, importują towary luksusowe, wznoszą pomniki własnej megalomanii itp. Jeśli zadłużenie przestaje być możliwe do obsłużenia, przerzucają je na całe społeczeństwo przez wprowadzane programy dostosowań strukturalnych i inne środki mające poprawić eksport (na korzyść pożyczkodawców), przy okazji doprowadzając do ruiny rzesze zwykłych obywateli. Nadzór nad realizacją tych programów to druga, uzupełniająca funkcja Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Inną sprawą jest to, czy zadłużenie naprawdę istnieje, co również nie jest wcale oczywiste. Według prawa międzynarodowego stworzonego przez Stany Zjednoczone i egzekwowanego przez nie wedle wygody, zadłużenie mogłoby prawdopodobnie zostać zaliczone do kategorii „długu nieznośnego”. Pojęcie prawne „długu nieznośnego” stanowi, że państwa w ogóle nie muszą go spłacać. Wskazała na tę możliwość wiele lat temu Karen Lissakers, dyrektor wykonawczy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, stwierdzając, że „gdyby zasada ta była stosowana dzisiaj, wyeliminowałaby znaczną część zadłużenia Trzeciego Świata”.

W niektórych przypadkach istnieją nawet bardziej konserwatywne mechanizmy, na przykład zastosowanie orzeczeń Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Taki prosty sposób uwolniłby z zadłużenia Nikaraguę.

Argentyna, która ślepo realizowała strukturalne wytyczne Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zapłaciła za to katastrofą gospodarczą. Rodzi to uzasadnione pytanie „Gdzie się podziały pożyczone pieniądze?” Po prześledzeniu ich szlaku i ustaleniu, co się z nimi stało, będzie można wyciągnąć odpowiednie wnioski. Przez lata tak zwany dług stanowił częsty pretekst dla ucieczki kapitału z Ameryki Łacińskiej. Otóż większość pieniędzy, które wypłynęły z Argentyny, trafiła na poczet spłaty zadłużenia i wróciła do wierzycieli — dlatego znajdują się one w rękach pożyczkodawców: banków, instytucji finansowych itp. Ostatnie kongresowe dochodzenie wykazało, że główne międzynarodowe banki USA zapewniają „furtkę” dla gigantycznego przepływu kapitału z nielegalnej aktywności, w tym banków mocno zaangażowanych w Amerykę Łacińską i podobnie rzecz się ma z międzynarodowym systemem bankowym.

Inną sprawą jest to, czy państwa powinny dochodzić rozwiązania problemu własnego zadłużenia tradycyjnymi środkami prawnymi. Rozwiązanie problemu nie leży bowiem w domenie ani prawa, ani moralności, lecz związane jest z układem sił. Decyzje należy podejmować w świecie realnym, a nie świecie fantastyki doktrynalnej, a tym światem rządzi prawo siły. Jedynie w bajkach dla dzieci i na stronicach intelektualizujących pism sprawiedliwość i prawo wytyczają ład światowy.

Przed upadkiem Związku Radzieckiego istniało dwóch światowych władców: Stany Zjednoczone, dużo bardziej potężne, oraz Związek Radziecki funkcjonujący mniej więcej jako młodszy partner w kontrolowaniu globalnego porządku. Wojny tego okresu nie toczyły się jednak między tymi supermocarstwami. Raczej każde z nich pod pretekstem obrony przed zagrożeniem stwarzanym przez drugą stronę prowadziło własne kampanie terroru i przemocy, aby kontrolować posiadane strefy wpływów. Można na to przytoczyć liczne jednoznaczne dowody w wewnętrznych archiwach dokumentalnych, a także w przebiegu wydarzeń. Dla Zachodu zimna wojna była kontynuacją tego, co czasami nazywa się konfliktem Północ Południe, a co kiedyś nazywano „imperializmem europejskim”.

Stosownie do tego po zimnej wojnie działania polityczne nie zmieniły się zbytnio. Realizują te same cele, co wcześniej. W rzeczywistości konflikt Wschód Zachód u swoich podstaw posiadał wiele cech konfliktu Północ Południe. Każde supermocarstwo z cynizmem wykorzystywało konflikty występujące w strefie wpływów drugiej strony. Nikt z pewnością nie pragnie ujrzeć powtórki takiego układu i na szczęście nie zanosi się na to. To, co się tak naprawdę kształtowało przez wiele lat — w miarę wyraźnie w przeciągu ostatnich kilku dekad — to porządek światowy, który jest gospodarczo trójstronny, a jednostronny militarnie. Europa i Azja w przybliżeniu dorównują Stanom Zjednoczonym gospodarczo, lecz wzrasta samotna dominacja USA na polu militarnym.

„Demokracja” nie jest pojęciem prostym. Na najprostszym poziomie społeczeństwo jest demokratyczne, dopóki samo może podejmować znaczące decyzje w sprawach, które go dotyczą. Dawno już zrozumiano, że formy demokratyczne odgrywają bardzo ograniczoną rolę w sytuacji, gdy decyzje w sprawie podstawowych aspektów życia spoczywają w rękach niekontrolowanej i nieponoszącej odpowiedzialności, skoncentrowanej potęgi prywatnej, a społeczeństwo znajduje się pod panowaniem „interesów dążących do prywatnego zysku przez prywatną kontrolę nad bankowością, ziemią, przemysłem, wzmocnionych przez kontrolę nad prasą, agencjami informacyjnymi i innymi środkami upubliczniania i propagandy”.

Autorem tego cytatu nie jest wcale żaden aktywista Partii Pracy, lecz John Dewey, prawdopodobnie najbardziej znamienity i uznany zachodni filozof społeczny XX wieku, którego głównym zainteresowaniem była teoria demokracji i który był — mówiąc kolokwialnie — na wskroś amerykański.

Widzę demokrację w sposób bardzo zbliżony do tego, jak postrzega ją większość społeczeństwa Stanów Zjednoczonych i Ameryki Łacińskiej. Wyniki wyborów świadczą o potrzebie demokracji, a jednocześnie o słabnącym zaufaniu do tego, co obecnie kryje się pod tą nazwą. Jak zauważył politolog argentyński, Atilio Boron lata temu, „demokratyzacja” zbiegła się w czasie z neoliberalizmem, który jednocześnie podkopuje jej fundamenty. Ta sama prawda dotyczy Stanów Zjednoczonych, od kiedy stały się ofiarą własnej formy „neoliberalizmu” na przestrzeni ostatnich 20 lat. Po objęciu rządów przez Ronalda Reagana odsetek obywateli przekonanych, że rząd służy interesom elit i nielicznych jednostek — a nie narodu, wzrósł gwałtownie ze zwykłego poziomu 50% do ponad 80%.

Niewolnictwo, ucisk kobiet i wyzysk pracowników oraz wiele innych przypadków łamania praw człowieka trwało tak długo po części dlatego, że na różne sposoby wartości oprawców zostały przejęte, przyswojone i uwewnętrznione przez ich ofiary. Z tego powodu „budzenie świadomości” jest często pierwszym krokiem ku wyzwoleniu.
Wolność bez możliwości jest szatańskim podarunkiem, a odmawianie zapewnienia takich możliwości — przestępstwem. O dystansie, jaki dzieli nas od stanu godnego miana „cywilizacji”, najlepiej dzisiaj świadczy los najbardziej bezbronnych. Co kilka godzin 1000 dzieci umiera na choroby, którym można łatwo zapobiec. Prawie dwa razy tyle kobiet w ciąży lub podczas porodu ginie bądź doznaje poważnego uszczerbku na zdrowiu z powodu braku prostych lekarstw i opieki lekarskiej. Organizacja UNICEF szacuje, że aby zażegnać takie tragedie i zapewnić powszechny dostęp do podstawowych świadczeń socjalnych, wystarczyłaby jedna czwarta rocznych wydatków wojskowych „państw rozwijających się” — około 10% wydatków militarnych Stanów Zjednoczonych. To właśnie w kontekście takiej rzeczywistości można toczyć poważną dyskusję na temat wolności ludzkiej.

Globalizacja proponowana przez Światowe Forum Społeczne może stać się główną metodą samoobrony małych narodów, a także ludności wszystkich państw, wielkich i małych. Oprócz tego kluczowego kierunku działań, współpraca Południe Południe może stać się niezależnym czynnikiem zapewniającym metody ochrony dla „małych narodów” — nie małych w sensie liczby ludności, lecz w sensie kontroli nad bogactwami i środkami militarnymi.
W przypadku krajów rozwijających się rezultat uzależniony jest od tego, czy ludzie we współpracy z innymi, stojącymi w obliczu podobnych problemów, będą w stanie wziąć swój los we własne ręce. Innymi słowy, uzależnione to będzie od tego, czy ludzie na świecie są w stanie rozpocząć swoisty rodzaj globalizacji, mający służyć ich interesom.

Rozsądni ludzie powinni moim zdaniem pokładać nadzieje w systemie światowym zupełnie innego typu niż obecny. Doniosłą rolę w tym momencie historii odgrywają wizje alternatywne. Spółdzielczy model demokracji gospodarczej, który prezentuje teoria PROUT, oparty na fundamentalnych wartościach ludzkich i współużytkowaniu zasobów planety w sposób zapewniający powszechne korzyści zasługuje tutaj na poważne potraktowanie.

Dr Noam Chomsky jest znanym profesorem lingwistyki w Instytucie Technologii Massachusetts (MIT), gdzie naucza nieprzerwanie od 1955 roku. Ponad siedemdziesiąt jego książek i ponad tysiąc artykułów zostało opublikowanych z wielu dziedzin nauki, w tym lingwistyki, filozofii, polityki, nauk kognitywnych i psychologii. Między niezliczonymi zaszczytami, którymi został uhonorowany, znajduje się przyznana za jego wkład do podstawowych nauk Nagroda Kioto z 1988 roku, uznawana za japoński odpowiednik Nagrody Nobla. Chomsky jest również jednym z najwybitniejszych dysydentów politycznych w Stanach Zjednoczonych, zachowującym radykalne stanowisko od ponad pięćdziesięciu lat, przez co stał się osobą kontrowersyjną. Prowadzi wykłady na całym świecie, poddając szczegółowej analizie takie zagadnienia, jak interwencjonizm Stanów Zjednoczonych w kształtowaniu świata, ekonomia polityczna praw człowieka czy propagandowa rola mediów korporacyjnych.

Komentarz (1)

Tags: ,

Demokracja Polityczna

Wpisany dnia 22 December 2011 przez admin

Poniższy tekst to wykład P.R.Sarkara z roku 1986. W ogóle doskonale opisuje sytuację tak Polski, jak i większości pozostałych demokratycznych krajów. W szczególe dotyczy sytuacji Indii. I jak, każdy tekst Sarkara, powinien być rozumiany przez pryzmat trzech aspektów naszej egzystencji – czasu, miejsca i osoby (epoki, kraju i ludzi).

1. Demokracja Polityczna
2. Decentralizacja Ekonomiczna
3. Wymogi Demokracji Ekonomicznej

Dzisiaj prawie wszystkie państwa na świecie wdrożyły jakiś rodzaj struktur demokratycznych. Demokrację liberalną ustanowiono w takich krajach, jak USA, Wielka Brytania, Francja czy Kanada, podczas gdy w Związku Radzieckim, Chinach, Wietnamie i krajach Europy Wschodniej dominuje system demokracji socjalistycznej. Dola ludzi w krajach z demokracją liberalną (tak-zwaną demokracją) nie jest tak straszna, jak w krajach komunistycznych, gdyż w tych drugich system polityczny i gospodarczy narzucany jest społeczeństwu przez władze partyjne, powodując niesłychane cierpienie i ogromny wyzysk psychiczno-ekonomiczny. Zarówno demokrację liberalną, jak i demokrację socjalistyczną uznać można za pewne formy demokracji politycznej, ponieważ systemy te opierają się na ekonomicznej i politycznej centralizacji.

1. Demokracja Polityczna

We wszystkich krajach, w których dominuje dzisiaj demokracja, ludzie zostali wprowadzeni w błąd – wierzą, że system lepszy, niż demokracja polityczna, nie istnieje. Demokracja polityczna z pewnością dała prawo do głosowania, lecz zabrała prawo do ekonomicznej równości. Tym samym w społeczeństwie istnieje ogromna ekonomiczna przepaść pomiędzy biednymi i bogatymi, znaczące różnice w zdolności nabywczej, bezrobocie, chroniczne niedobory żywności, bieda oraz ciągła niepewność jutra.

Dominujący dzisiaj w Indiach rodzaj demokracji to także demokracja polityczna, która okazała się wyjątkowym systemem wyzysku. Konstytucję Indii sformułowały trzy grupy wyzyskiwaczy: brytyjscy imperialiści, indyjscy imperialiści oraz reprezentujące indyjskich kapitalistów partie rządzące. Wszystkie postanowienia indyjskiej konstytucji skonstruowano z myślą o dalszych interesach tych grup. Dano ludziom prawo wyborcze tylko po to, aby ich oszukać. Miliony zabobonnych, niepiśmiennych hindusów żyją w biedzie, jednak wyzyskiwacze poprzez takie praktyki, jak składanie fałszywych obietnic, zastraszanie, nadużycia władzy administracyjnej czy fałszowanie głosów ciągle pozyskują sobie głosy wyborców. To jest farsa demokracji. Kiedy tylko tworzy się rząd, natychmiast korzystają z okazji, aby przez kolejne pięć lat nurzać się w korupcji i tyranii politycznej. W następnych wyborach – bez znaczenia, czy na poziomie krajowym czy samorządowym – powtarza się ten sam absurdalny scenariusz.

Tacy polityczni oportuniści rządzą w Indiach od czasu odzyskania niepodległości. Przez ostatnie trzydzieści pięć lat partie polityczne twierdzą, że aby dorównać we wzroście gospodarczym rozwiniętym przemysłowo krajom Europy, Indie muszą być krajem demokratycznym. Aby podtrzymać takie twierdzenie, Amerykę i Wielką Brytanię przyrównuje się do Chin i Związku Radzieckiego. Przywódcy polityczni w czasie wyborów nawołują, aby za nimi głosowano – dzięki temu głodujące masy będą mogły odczuć korzyści, jakie przynosi rozwinięta gospodarka. Lecz kiedy tylko kończą się wybory, pod przykrywką politycznej demokracji kontynuuje się niczym niezmąconą eksploatację zwyczajnych ludzi, kompletnie pomijając inne obszary życia społecznego. Miliony obywateli Indii nie są w stanie zaspokoić swoich minimalnych życiowych potrzeb – zapewnienie sobie odpowiedniego wyżywienia, dachu nad głową, wykształcenia czy opieki medycznej kosztuje ich wiele wysiłku, podczas kiedy garstka ludzi tarza się w niewyobrażalnym bogactwie i luksusie.

Jednym z głównych defektów demokracji jest fakt, iż prawo do głosowania opiera się na uniwersalnym wyznaczniku. Prawo oddania głosu zależy od wieku. Zakłada się, że kiedy człowiek osiąga określony wiek, nabywa wystarczającą umiejętność oceniania plusów i minusów wszelkich zagadnień poruszanych w wyborach oraz do wybrania najlepszego kandydata. Jednakże wielu ludzi powyżej wymaganego wieku nie interesuje się wyborami i nie zna się na sprawach społecznych czy gospodarczych. W wielu przypadkach głosują oni za partią a nie za kandydatem. Przekonuje się ich dzięki propagandzie wyborczej czy fałszywym obietnicom polityków. Często jest tak, że ci, którzy nie osiągnęli wieku wyborczego, są w stanie trafniej ocenić kandydatów, niż ci, którzy mają prawo do oddania głosu. Dlatego o prawie do głosowania nie powinien decydować wyłącznie wiek.

To, czy dany kandydat zostanie wybrany, zależy najczęściej od powiązań partyjnych, sponsoringu politycznego oraz wielkości wyborczego budżetu. W niektórych przypadkach również od nielegalnych praktyk. Na całym świecie dominującą rolę w procesie wyborczym odgrywają pieniądze. I niemal we wszystkich przypadkach na zapewnienie sobie mandatu we władzach liczyć mogą jedynie ludzie zamożni i wpływowi. W krajach, w których głosowanie nie jest przymusowe, w procesie elekcji uczestniczy niewielki procent populacji.

Aby demokracja odniosła sukces, niezbędne są moralność, edukacja oraz społeczno-ekonomiczno-polityczna świadomość. Zwłaszcza przywódcy powinni cechować się wysoce moralnym charakterem. W innym przypadku narażone jest dobro społeczne. Jednak dzisiaj w większości demokracji do władz wybierani są ludzie wątpliwej reputacji, powiązani z grupami interesów. Wybierani są i formują rządy często nawet bandyci i mordercy.

W niemal wszystkich krajach ludziom brakuje świadomości politycznej. Przebiegli polityczni erudyci wykorzystują to, aby wprowadzać ludzi w błąd i utrzymywać władzę. Sięgają często do takich niemoralnych praktyk, jak przekupstwo, fałszowanie i kupowanie głosów, po czym bez przeszkód wygrywają wybory. Powoduje to pogarszanie się standardu moralnego społeczeństwa, a ludzie uczciwi i kompetentni spychani są na margines. Moralni przywódcy mają mniejszą szansę na wygranie wyborów, ponieważ manipuluje się ich wynikami za pomocą nadużyć finansowych, zastraszania czy nawet z użyciem siły. Współczesne systemy demokratyczne udostępniają wszelkiego rodzaju niemoralne i korupcyjne praktyki deprawowania społeczeństwa.

Farsę takiej demokracji można przyrównać do spektaklu lalek, w którym garstka chciwych władzy polityków pociąga zza sceny sznureczkami. W liberalnej demokracji kapitaliści manipulują mediami takimi, jak radio, telewizja czy gazety. W demokracji socjalistycznej na skraj zagłady wiodą państwo biurokraci. W obydwu formach demokracji nie ma zbyt wiele szans na to, aby pojawili się w społeczeństwie uczciwi, kompetentni liderzy. Nie ma również żadnych szans na ekonomiczną wolność ludzi.

Demokracja polityczna stała się jedną wielką mistyfikacją. Obiecuje nadejście ery pokoju, dostatku i równości ale w rzeczywistości kreuje kryminalistów, nawołuje do wyzysku a zwyczajnych ludzi wrzuca w pustkę smutku i cierpienia.

Dni politycznej demokracji są policzone. PROUT domaga się demokracji ekonomicznej a nie politycznej. Aby demokracja odniosła sukces, musi zostać przekazana w ręce zwyczajnych ludzi, którym zagwarantuje się zaspokojenie minimalnych życiowych potrzeb. To jedyny sposób, aby zapewnić wszystkim ludziom ekonomiczną wolność. Hasłem PROUTu jest „Aby skończyć z wyzyskiem, żądamy demokracji ekonomicznej a nie politycznej.

P.R.Sarkar, Czerwiec 1986, Kalkuta

wersja do druku – PDF

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Konstytucja

Wpisany dnia 22 December 2011 przez admin

Na przestrzeni wieków dominujące klasy tworzyły prawa zgodne z własnymi interesami a nie z wyższymi wartościami. Jednakże Rząd Światowy powinien zminimalizować różnice pomiędzy kardynalnymi ludzkimi wartościami oraz prawem. Odrzucając wąską dominację klasową czy religijną powinno się zaakceptować uniwersalny zestaw praw.
Światowa konstytucja powinna opierać się na następujących zasadach:
1. Zagwarantowanie bezpieczeństwa wszystkim ludziom, zwierzętom i roślinom.
2. Zagwarantowanie wszystkim ludziom we wszystkich krajach zdolności nabywczych zdolnych zaspokoić ich minimalne życiowe potrzeby – wyżywienia, odzieży, miejsca zamieszkania, opieki medycznej i edukacji.
3. Uznanie czterech fundamentalnych praw do:
- praktyki duchowej
- dziedzictwa kulturowego
- edukacji
- wyrażania się w ojczystym języku
Jeśli przestrzega się któregokolwiek z tych praw w sprzeczności z kardynalnymi ludzkimi wartościami, powinno się je ograniczyć; kardynalne ludzkie wartości mają pierwszeństwo przed wszystkimi prawami.

“World Government, a reality of the 21st century,” Ac. Krtashivananda, Prout Research Institute, Kopenhaga 1995

Komentarzy (0)

Tags: ,

Rząd Światowy

Wpisany dnia 22 December 2011 przez admin

Konieczność powstania Światowego Rządu

Po raz pierwszy w historii dzięki wpływowi nauki i technologii nasza planeta oraz jej mieszkańcy poczuli się częścią całości, na którą wszyscy mamy wpływ. Ekonomiczne i polityczne zjawiska zmuszają nas do traktowania świata, jako jednej jednostki. Lecz poczucie, iż nasza ludzka rasa powinna stać się jedną wspólnotą, jest zwyczajnym kaprysem, niewyraźną aspiracją nielicznych a nie powszechnie i świadomie akceptowanym ideałem. Próby zjednoczenia ludzkości poprzez wykreowanie politycznych systemów oraz poprzez użycie siły nie powiodły się.

Nawet dzisiaj wciąż jeszcze dostrzegamy, że w duszach ludzkich ścierają się ze sobą kolor skóry, rasy, nacje, religie oraz płeć co wciąż kreuje wzajemne antagonizmy, mity oraz majaki, które dzielą ludzkie społeczeństwo na wrogie obozy i – niestety – nie istnieje ogólnoświatowe gremium, które kierowałoby się zdecydowanym postanowieniem zneutralizowania tej wrogości.

Tyrania i prześladowanie ludności tybetu, masakra w byłe Jugosławii, konflikty plemienne w Afryce, religijne prześladowania na Bliskim Wschodzie czy prześladowanie mniejszości w Bangladeszu i innych miejscach wyraźnie wskazują na bezsilność Narodów Zjednoczonych. Khalenj Times – magazyn w Zj. Emiratach Arabskich – pisze: „Bezceremonialne działania militarne w Somalii mająca być zemstą za zbrojne działania przeciwko personelowi ONZ wyraźnie kontrastuje z bezczynnością… w obliczu ciągłych, przypominających nazistowskie, okrucieństw przeciwko bośniackim Muzułmanom.” Włoski Il Messegero pisze z kolei: „Była nadzieja, że ONZ ostatecznie udźwignie swoje obowiązki w ramach rządu światowego, [lecz] nie posiada jeszcze autorytetu, siły czy też właściwego politycznego oblicza, by swoje zadanie wypełniać.

Bezsilność światowego gremium leży w fakcie, iż każde z Wielkiej Piątki (stałych członków Rady Bezpieczeństwa) może zawetować każdą kluczową decyzję ciała kolektywnego. Kolejny istotny problem to wewnętrzne sprzeczności ONZ. Status leżący pomiędzy jej najwyższym celem – utrzymaniem międzynarodowego pokoju – a pierwszą zasadą „najwyższej równości wszystkich jej członków.” Oznacza to, że ONZ nie posiada żadnego upoważnienia do interweniowania w wewnętrzne sprawy któregokolwiek z krajów, kiedy jego rządząca klasa prześladuje swoje mniejszości. Nieuniknioną tego konsekwencją jest nasilanie się prześladowań mniejszości i exodusu uchodźców, czemu towarzyszy całkowite lekceważenie sprawiedliwości i wartości ludzkich.

Jednym z głównych zadań ONZ, zgodnie z Artykułem 55 Karty jest promowanie „powszechnego poszanowania i przestrzegania praw człowieka i podstawowych wolności dla wszystkich bez względu na rasę, płeć, język lub wyznanie.” Zgodnie z tym zapewnieniem Karty utworzona została przez Radę Gospodarczo-Społeczną ONZ Komisja Praw Człowieka. Komisja napisała słynną Powszechną Deklarację Praw Człowieka, którą przyjęło Zgromadzenie Ogólne ONZ w grudniu 1948 roku. Deklarację tę uznaje się za międzynarodową Magna Charta całej ludzkości.
Deklaracja składa się z Preambuły i 30 artykułów. Będąc zbliżoną do Kart Praw USA i deklaracji praw człowieka z innych krajów, pierwsza część tej Deklaracji zapewnia polityczne i cywilne prawa i różnorodne swobody takie, jak wolność słowa i wyznania, bezpieczeństwo osobiste, równość w świetle prawa, prawo do posiadania własności, itp. Druga część dotyczy współcześnie postrzeganych praw człowieka nazywanych generalnie ekonomicznymi, społecznymi i kulturowymi prawami.

Lecz zwyczajna deklaracja powyższych praw nie może zapewnić cieszenia się nimi, dopóki nie zostaną uznane przez rządy i nie wyegzekwuje się ich przestrzegania. Nie jest to możliwe bez zobowiązań konstytucyjnych.

I bez jakiejkolwiek agendy służącej egzekwowaniu tychże praw Deklaracja jak do tej pory pozostała pobożnym życzeniem. Dzisiaj niezbędnym staje się zapewnienie jakiejś formy sankcji prawnych służących egzekwowaniu tych praw. Aby tak się stało, światowe gremium musi posiadać konstytucyjną suwerenność ponad wolnością narodową.

W celu zneutralizowania antagonizmów pomiędzy etnicznymi, rasowymi, religijnymi czy plemiennymi grupami powinno się podkreślić wyjątkowość ducha neohumanistycznego. W opinii M. N. Roy’a „Humanizm jest kosmopolityczny. Nie zdołał narzucić się utopijnemu internacjonalizmowi, jaki z góry zakłada istnienie autonomicznych narodowych stanów. Kosmopolityczny powszechny dobrobyt wolnych kobiet i mężczyzn jest możliwy. Będzie to duchowa nieograniczona przez granice stanów narodowych wspólnota – kapitaliści, faszyści, komuniści czy inni iści stopniowo znikną w kosmopolitycznym humanizmie.

Oto, co proponuje Shrii Prabhat Ranjan Sarkar: „Wszechświat jest niczym jedna wielka rodzina. Pokój i ład uzależnione są od solidnej społeczno-gospodarczej struktury. Formowanie społeczno-gospodarczej struktury uzależnione jest od poglądów ideologicznych. Powinniśmy zacząć od konstruktywnego ideału. Ideał nie powinien być jedynie punktem kulminacyjnym, lecz także punktem wyjścia.

Następnie mówi: „Uniwersalizm nie jest zależny od jakichś relatywnych czynników. Dlatego wolny jest od wad „izmów.” „Izmy” są główną przyczyną wojen. Ci, którzy naprawdę pragną ustanowić pokój, powinni otrząsnąć się z nacjonalizmu i innych podobnych mu „izmów.” Jeśli mam otrząsnąć się z tych „izmów, „ musimy zorganizować uniwersalne gremium i wciąż wzmacniać jego władzę. To będzie pierwsza faza w ustanowieniu Rządu Światowego. W początkowym etapie będzie to ciało kształtujące prawo. Pierwszym korzystnym rezultatem powstania takiego ciała będzie to, iż żadnemu państwu nie pozwoli się tworzyć praw krzywdzących interesy jego mniejszości. Prawo egzekwowania tych praw posiadać będzie władza lokalna a nie Rząd Światowy. Rząd Światowy zadecyduje, w jaki sposób wyegzekwować przestrzeganie prawa w poszczególnych krajach.

Wraz z centralizacją władzy politycznej powinno się zdecentralizować władzę ekonomiczną. Samowystarczalne zony społeczno-gospodarcze powinny bazować na wartościach sentymentalnych i na ekonomicznym potencjale każdej z zon. Będą one stanowić najniższe polityczne jednostki światowej konfederacji.

Odrzucając wszelkie formy nacjonalizmu czy internacjonalizmu w postaci faszyzmu, komunizmu, kapitalizmu, itp. uniwersalizm musi odnaleźć sposób na ustanowienie światowego rządu. Do zrealizowania tego celu konieczne są następujące czynniki:

1. Wspólna filozofia życia

Przeznaczenie ludzkiej rasy a także każdej jednostki zależy od kierunku, do którego obrania zmusza nas życie; od kierunku, w którym prowadzi nas światło oraz od wartości, jakie nas ukształtowały. W tak wyjątkowym momencie historii ludzkości konieczne jest odrzucenie wszystkich wąskich geo-sentymentów, socjo-sentymentów i innych grupowych sentymentów w formie nacjonalizmu, rasizmu czy grupizmu religijnego.
Istotą neohumanizmu jest idea, iż pod powierzchowną różnorodnością wyrażania się wszystkich istot istnieje głębia duchowej jedności. Jest to prawdziwa esencja postępowego ruchu od niedoskonałości ku doskonałości, od ograniczeń do wyzwolenia. W kolektywnym wysiłku dosięgnięcia jedności duszy leży geneza społecznego postępu.

2. Uniwersalność konstytucyjnych struktur

Na przestrzeni wieków dominujące klasy tworzyły prawa zgodne z własnymi interesami a nie z wyższymi wartościami. Jednakże Rząd Światowy powinien zminimalizować różnice pomiędzy kardynalnymi ludzkimi wartościami oraz prawem. Odrzucając wąską dominację klasową czy religijną powinno się zaakceptować uniwersalny zestaw praw.
Światowa konstytucja powinna opierać się na następujących zasadach:
1. Zagwarantowanie bezpieczeństwa wszystkim ludziom, zwierzętom i roślinom.
2. Zagwarantowanie wszystkim ludziom we wszystkich krajach zdolności nabywczych zdolnych zaspokoić ich minimalne życiowe potrzeby – wyżywienia, odzieży, miejsca zamieszkania, opieki medycznej i edukacji.
3. Uznanie czterech fundamentalnych praw do:
- praktyki duchowej
- dziedzictwa kulturowego
- edukacji
- wyrażania się w ojczystym języku
Jeśli przestrzega się któregokolwiek z tych praw w sprzeczności z kardynalnymi ludzkimi wartościami, powinno się je ograniczyć; kardynalne ludzkie wartości mają pierwszeństwo przed wszystkimi prawami.

3. Wspólny kodeks prawny

Kodeks prawny również powinno się przygotować w oparciu o struktury konstytucyjne. Wymaga to zmiany całej koncepcji dobrych i złych wartości – patrz „Kardynalne Ludzkie Wartości.

4. Zaspokojenie przez wszystkich minimalnych życiowych potrzeb.

Jest to podstawowy aspekt struktury ekonomicznej PROUTu Sarkara. Specjalne nadwyżki można rozdysponować pomiędzy ludzi zgodnie z ich wkładem pracy, lecz dopiero po zagwarantowaniu wszystkim zaspokojenia ich minimalnych życiowych potrzeb. Przywrócenie równowagi gospodarczej świata powinno mieć właśnie taki cel.

World Government, a reality of the 21st century,” Ac. Krtashivananda, Prout Research Institute, Kopenhaga 1995

Komentarzy (0)