– z Dadą Maheshvaranandą rozmawia Piotr Bielski
Wywiad z Magazynu Obywatel nr 2 / 2007 (34)
Od lat zajmujesz się promowaniem spółdzielczości. Jak wygląda obecnie globalna sytuacja spółdzielczości? Mamy do czynienia z narastającą falą rozwoju spółdzielni czy też uginają się one pod presją neoliberalnych reform i konkurencją ze strony wielkich koncernów?
D. M.: Spółdzielnie są niemal niewidoczne dla zwykłego odbiorcy przekazów medialnych. Niewiele osób wie, że kilkaset milionów ludzi w skali świata pracuje obecnie w spółdzielniach, znacznie więcej niż np. w korporacjach ponadnarodowych. Międzynarodowe Zrzeszenie Spółdzielczości (ICA – International Co-operative Alliance) zrzesza federacje spółdzielni z 92 krajów. Najbardziej obiecującym przykładem jest Wenezuela, gdzie w ciągu ostatnich siedmiu lat rządów prezydenta Hugo Cháveza powstało 150 tys. spółdzielni. Innym ciekawym przykładem są spółdzielnie Mondragonu w Hiszpanii…
Odwiedziłem Mondragon i widziałem, że funkcjonuje on jako federacja spółdzielni jedynie w Kraju Basków, skąd się wywodzi. Niestety firma ta przechodzi proces międzynarodowej ekspansji i w swych fabrykach w Polsce czy Chinach działa na zasadach typowej spółki akcyjnej. Czy rzeczywiście jest to obiecujący przykład?
D. M.: Jest to oczywiście niezgodne z duchem spółdzielczości. Wedle reguł ICA, spółdzielnie powinny pomagać spółdzielniom, oferować wsparcie finansowe i merytoryczne, szkolenia. Aby spółdzielnia odniosła sukces, potrzebuje wsparcia wspólnoty. W Kraju Basków cieszą się nim, lecz gdzie indziej zamiast wspierania spółdzielczości są zainteresowani jedynie przetrwaniem. Wina leży po stronie złego prawa. Gdy Hiszpania weszła do UE, natychmiast zostały zniesione cła chroniące lokalny przemysł. Wcześniej 45-procentowy podatek importowy skłaniał klientów do kupowania produktów Mondragonu. Gdy zniknął podatek importowy, dokonano centralizacji zarządzania i przyjęto agresywną strategię, aby pozostać konkurencyjnymi wobec tanich importowanych produktów. W przypadku Mondragonu ten system działał rewelacyjnie na obszarze Kraju Basków – różne zjednoczone spółdzielnie wzajemnie sobie pomagały. Dlaczego więc musieli oni stworzyć wielką międzynarodową korporację? Była to kwestia przetrwania ze względu na zalanie hiszpańskiego rynku przez produkty z UE.
Czy sądzisz, że to, co stało się w przypadku Mondragonu, jest nieuniknionym procesem w ramach systemu kapitalistycznego?
D. M.: Globalizacja gospodarki nie jest historyczną koniecznością. Modelem powinna być globalizacja człowieczeństwa i „lokalizacja” gospodarki. Przykładowo, nie jest wcale trudne przywrócenie ceł na importowane towary. Biolodzy mówią o naturalnych granicach każdego organizmu, półprzepuszczalnej membranie, która pozwala wpływać jedzeniu i wychodzić odpadom, chroniąc jego wewnętrzne środowisko. Gospodarki, tak jak żyjące systemy, potrzebują ochrony. Granice każdego regionu powinny być półprzepuszczalne, dopuszczając import i eksport, lecz chroniąc lokalną gospodarkę i rolnictwo.
Zajmowałeś się spółdzielczością w różnych miejscach świata. Czy widzisz jakieś podobieństwa między bogatymi spółdzielniami Basków a biednymi spółdzielniami np. brazylijskich chłopów pozbawionych ziemi?
D. M.: Zasady są takie same. Także Baskowie byli ubodzy, gdy po zakończeniu wojny domowej zakładali pierwsze spółdzielnie.
PROUT – Postępowa Teoria Użytkowania – kompleksowa wizja, którą reprezentujesz, zdaje się poszukiwać systemowych rozwiązań wykraczających poza horyzont kapitalizmu i socjalizmu. Co jest sednem tej wizji?
D. M.: PROUT to teoria stworzona przez hinduskiego myśliciela Prabhata Ranjana Sarkara. Model ten jest oparty na trzech rodzajach własności: prywatnej, spółdzielczej i państwowej. W minionym wieku obserwowaliśmy konflikt pomiędzy komunizmem i kapitalizmem – oba te systemy miały wiele wad oraz pewne zalety. Oba przyjmowały materialistyczny światopogląd, który prowadzi do niszczenia środowiska. Wedle wizji PROUT, prywatna własność jest dopuszczalna w niewielkiej skali firm zatrudniających do 10 pracowników wraz z nałożeniem limitu na zyski, jakie te firmy mogą wygenerować. Zakładamy, iż własność prywatna dobrze się sprawdza np. w niewielkiej, „rodzinnej” restauracji, ale jeśli firma się rozrasta, to powinna zostać przekształcona w spółdzielnię, która jest bardziej demokratyczną formą własności. W Brazylii istnieje ministerstwo solidarności gospodarczej, które zwracało się do szefów przedsiębiorstw będących na krawędzi bankructwa z propozycją pomocy w przekształceniu firmy w spółdzielnię. Jeśli firmy przyjmowały propozycję rządu, najczęściej ich wyniki ulegały poprawie i były w stanie zatrudniać więcej pracowników. Dziś ministerstwo zwraca się z taką propozycją do wszystkich firm, także tych mających niezłe wyniki. Gdy obowiązek dbania o wyniki firmy spada na jednego właściciela, przyprawia go o ból głowy, zaś gdy firma stanie się spółdzielnią, jej dotychczasowy właściciel może dalej pracować jako dyrektor, lecz nie jest już dłużej osobiście odpowiedzialny za wszystko. Przekształcanie firm w spółdzielnie to również efektywna technika aktywizowania pracowników na rzecz swoich miejsc pracy. Własność państwowa zaś powinna dotyczyć największych firm, kontrolujących zasoby naturalne, będące własnością wszystkich obywateli.
Jednak aby założyć spółdzielnię, nie potrzebujemy jakiejś skomplikowanej teorii społeczno-politycznej.
D. M.: Nasza wizja zakłada holistyczne podejście, na które składają się etyka, rolnictwo ekologiczne, ochrona środowiska, edukacja, kultura, kształtowanie świadomości. Kultura ma ważną rolę do odegrania w wyzwoleniu człowieka, ponieważ każdy człowiek powinien czuć się dumny ze swej tożsamości. My zachęcamy do spojrzenia uniwersalistycznego, lecz najpierw ludzie muszą pokonać kompleks niższości, prześladujący zwłaszcza ubogie kraje. Został on stworzony przez zachodnie media i reklamę, głoszące, iż aby być szczęśliwym, musisz być bogatym i białym. Kryje się w tym fałsz, gdyż znamy wielu zamożnych i jednocześnie bardzo nieszczęśliwych ludzi. Proponujemy takie przesłanie: każdy człowiek jest piękny i każdy dysponuje pewnym fizycznym, umysłowym i duchowym potencjałem. Jeśli zagwarantujemy zaspokojenie podstawowych potrzeb i pracę każdemu, ludzie będą mogli lepiej rozwijać wyższe wartości: szacunek dla siebie, miłość, poczucie wspólnoty i ostatecznie wymiar duchowy – samorealizację.
Z dużą radością mówiłeś o mającym wkrótce nadejść krachu amerykańskiej gospodarki. Skąd czerpiesz taki optymizm – wszak efektem mogą być globalna recesja, terror, chaos…?
D. M.: Bardzo mnie cieszy, że wielki krach może zniszczyć globalny system kapitalistyczny, który dziś potęguje ból i cierpienie pośród ubogich tego świata. Ilość ludzi zmarłych każdego dnia wskutek głodu i biedy jest większa niż ilość ofiar tragedii z 11 września 2001 r.
Czyli krytycy globalnego kapitalizmu nie powinni się bać upadku światowego systemu gospodarczego?
D. M.: Oczywiście, że nie. Weźmy przykład lokalnej waluty. W czasie wielkiej depresji lat 30., Wörgl było jednym z najbiedniejszych miast w Austrii. Później wprowadzili lokalną walutę i w ciągu niespełna dwóch lat stali się najbogatszą społecznością w swoim kraju i 400 innych wspólnot poszło za ich przykładem. Niestety rząd zabronił stosowania lokalnych walut, ponieważ dostrzegł w nich zagrożenie dla waluty krajowej. Zatem w przypadku krachu może się pojawić wiele pozytywnych inicjatyw w sferze gospodarki i służyć nam za swoiste łodzie ratunkowe…
Wróćmy do obecnych realiów. Jakie są twoje doświadczenia z zakładania i prowadzenia instytucji badawczej – PROUT Research Institute of Venezuela?
D. M.: Jest to niezwykle ekscytujące doświadczenie. Otworzyliśmy biuro w Caracas, pracuje tam obecnie czworo wolontariuszy, a z końcem marca spodziewamy się dziesięciu. Jesteśmy otwarci na stażystów z całego świata. Spotkałem starego działacza, Amerykanina mieszkającego w Brazylii, który powiedział, że jeśli byłby młody, przeniósłby się do Wenezueli, ponieważ cały świat spogląda, jak ten kraj podnosi się przeciwko modelowi neoliberalnemu i wygrywa. W Wenezueli widzimy udane próby wyeliminowania biedy – która historycznie miała wielki zasięg – poprzez edukację, opiekę medyczną i podnoszenie standardu życia ludzi za pomocą spółdzielni.
Jednocześnie przyznaję, że pewne rzeczy nie funkcjonują dobrze. Przykładowo, nikt nie wie, ile spośród 150 tys. spółdzielni zarejestrowanych w ciągu ostatnich siedmiu lat przetrwało do dziś, ile z nich faktycznie funkcjonuje jako spółdzielnie. W niektórych przypadkach ludzie zarejestrowali spółdzielnie tylko po to, aby otrzymać pożyczkę bankową, której nigdy nie spłacili, albo aby uzyskać zamówienie rządowe, gdyż rząd daje pierwszeństwo spółdzielniom.
My oferujemy szkolenia dla spółdzielni. Przeciętny poziom edukacji był bardzo niski, ponieważ państwo dopiero co wyeliminowało analfabetyzm, również poziom czytelnictwa jest niski.
Czego konkretnie nauczasz na szkoleniach dla spółdzielców?
D. M.: Promujemy m.in. uniwersalną etykę, ponieważ uważamy, że bardzo ważna jest uczciwość, postawa antykorupcyjna. Chcemy promować zasady spółdzielczości. W większości krajów nie uczy się spółdzielczości w szkole, więc dla większości ludzi są to całkiem nowe idee. Wielu pracowników chce dobrych spółdzielni, lecz niewiele wie na ten temat, dlatego też dostarczamy im idei i narzędzi, wspierając proces rozwoju spółdzielczości.
A jak wyglądają stosunki pomiędzy waszym Instytutem i rządem Wenezueli?
D. M.: Zachowujemy niezależność, lecz mamy z rządem bardzo dobre stosunki już od kilku lat. Osobiście znam kilku ministrów z obecnego gabinetu i utrzymuję z nimi bardzo życzliwe stosunki. Dwukrotnie PDVSA – Narodowa Kompania Naftowa, zleciła nam przeprowadzenia szkolenia na temat spółdzielczości. Prezydent Chávez proklamował nowy „Socjalizm dla XXI wieku”, lecz sam przyznaje, że nie wie dokładnie, co to znaczy. Rewolucja Boliwariańska jest procesem eksperymentowania – nie chcą wprowadzenia XX-wiecznego socjalizmu, który poniósł klęskę, lecz szukają czegoś nowego.
Czy masz jakieś przesłanie dla polskich czytelników?
D. M.: Polacy zadziwili świat pokazując, jak solidarność i wiara potrafią pokonać sowieckie imperium. Ostatnim imperium dzisiejszego świata są USA, kraj, który dzięki swemu militarnemu potencjałowi może gospodarczo eksploatować cały świat. Ponieważ poznaliście dobrze ciemne strony komunizmu i kapitalizmu, zdajecie sobie sprawę, że oba te materialistyczne systemy są przestarzałe. Wasza silna wiara skłania was do szukania alternatyw. Myślę, że Polska ma ogromne możliwości stania się przykładem dla całego świata i globalnym liderem alternatywnej ekonomii.
Dziękuję za rozmowę.
Kraków, 12 grudnia 2006 r.
Dada Maheshvarananda – urodzony w USA aktywista społeczny i pisarz. Przez 28 lat nauczał jogi i medytacji oraz koordynował projekty społeczne w Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Południowej. Autor książki “Po kapitalizmie – wizja nowego świata według teorii PROUT.” Podczas ostatnich trzech lat przeprowadził wiele seminariów i warsztatów w Europie, poświęconych zagadnieniom społecznym i wartościom duchowym. Ostatnio uruchomił PROUT Research Institute w Caracas i został konsultantem rządu Wenezueli w zakresie rozwoju społecznego i gospodarczego.


PROUT jest nową teorią społeczno-gospodarczą opracowaną, aby zapewnić wszystkim ludziom możliwość rozwoju i konstruktywnego wyrażania pełni własnego potencjału.


Recent Comments