Dzisiaj głośno wszędzie o podpisywaniu przez Polskę (i nie tylko) porozumienia ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). O tym, czym jest, czym może się stać i czym chcieliby jego twórcy, by się stało, napisano już dużo. Wszystko, co tworzą ludzie, można wykorzystać w dobrych lub złych celach. Ważne są tutaj intencje. ACTA preparowano od 2007 roku i gdyby nie WikiLeaks, nie dowiedzielibyśmy się o szczegółach tego porozumienia w roku 2010. Nikt nie konsultował tego porozumienia ze społecznościami, których ono dotyczy. Wątpliwym jest, że ktokolwiek podejmie trud zapytania nas o zdanie w momencie podpisywania ACTA. Oczywiście może być to myślenie błędne… jakie są zatem intencje twórców ACTA?
Porozumień międzynarodowych, które wdrażane są bez uzgodnień i konsultacji społecznych, powstało już sporo. Jest to bardzo wygodna droga obchodzenia demokracji państwowych. W końcu to, co podpisują “wszyscy” “dla dobra powszechnego”, musi podpisać i nasz kraj. ACTA tym bardziej – przecież stanie się to dzięki m.in. staraniom naszych europarlamentarzystów i polskiej prezydencji w UE. Poniżej zamieszczam fragmenty książki “Po kapitalizmie…“, które opisują, jak i po co takowe porozumienia powstają.
1. Porozumienie w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (TRIPS – Trade Related Intellectual Property Rights)
Zły stan zdrowia ludności, którego przyczyną jest ubóstwo, nasila fale szerzących się epidemii. W biednych krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej żniwo śmierci spowodowane chorobami zakaźnymi to 11 mln ofiar rocznie. Oznacza to, że codziennie z tego powodu umiera ponad 30 000 ludzi. Połowa z nich to dzieci poniżej piątego roku życia. Ponad jedna czwarta (tj. 2,6 mln) umiera na AIDS. Ludzie ci ani ich rządy nie dysponują środkami na zakup lekarstw na leczenie tych chorób.
Większe kraje rozwijające się produkują tańsze odpowiedniki zachodnich leków, niezastrzeżone prawami patentowymi. Dla przykładu Indie produkują 70 procent lekarstw konsumowanych przez swoich obywateli. Egipt, Tajlandia, Argentyna i Brazylia stają się coraz bardziej samowystarczalne pod tym względem. Inne kraje rozwijające się, kupując te tańsze wersje, także czerpią z tego korzyści polegające na tym, że środki zgromadzone w ich narodowych funduszach zdrowotnych pozwalają na objęcie leczeniem większej liczby pacjentów. Ponad 50 krajów rozwijających się, a nawet kilka rozwiniętych, zniosło patenty na leki, aby dopuścić tańsze wersje, które ratują życie.
Brazylia z powodzeniem produkuje leki stosowane w kuracji osób zarażonych wirusem AIDS/HIV; koszt potrójnej terapii wynosi tylko 4000 dolarów. W Stanach Zjednoczonych ta sama terapia kosztuje aż 15 000. Darmowym leczeniem objęto prawie 90000 Brazylijczyków zakażonych wirusem HIV – cztery razy więcej, niż byłoby możliwe, gdyby państwo płaciło całą sumę za opatentowany lek.
W rzeczywistości cały światowy przemysł farmaceutyczny zdominowała klika kilku międzynarodowych korporacji. i tak w 2006 roku korporacja Pfizer (USA) osiągnęła zyski w wysokości 48,3 mld dolarów, Glaxo SmithKline (Wielka Brytania) — 46,2 mld dolarów, Eli Lilly (USA) — 15,6 mld dolarów oraz Merck (pierwotnie firma szwajcarska, aktualnie USA) — 22,6 mld dolarów. Ta czwórka działa jak kartel, używając swej potęgi finansowej i wpływów, aby nie dopuścić do produkcji leków niezastrzeżonych patentami.
Uzurpują sobie prawo do ogromnych zysków, tłumacząc je potrzebą finansowania badań nad nowymi lekami. Faktycznie jednak sumy przeznaczane przez koncerny farmaceutyczne na badania naukowe są znikome w porównaniu z miliardami dolarów wydawanymi na kampanie reklamowe. Co więcej, jedynie 10 procent budżetu na prace badawczo-rozwojowe przeznacza się na opracowywanie środków leczących 90 procent chorób w skali globalnej. Reszta wydatkowanych sum trafia na doskonalenie specyfików zwalczających dolegliwości krajów bogatych, np. otyłość. Pod naciskiem tych korporacji Światowa Organizacja Handlu opracowała restrykcyjne przepisy prawne nazywane Porozumieniem w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (w skrócie TRIPS – Trade Related Intellectual Property Rights).
Od czasu wejścia w życie porozumienie TRIPS spotkało się z coraz silniejszą krytyką ze strony krajów rozwijających się, uczelni i organizacji pozarządowych, piętnującą je jako ucieleśnienie wszelkiej niesprawiedliwości społecznej, gospodarczej i politycznej wywołanej globalizacją. Mimo takiego charakteru tego porozumienia dołączono do niego wyjątkową klauzulę zabezpieczającą. Zezwala ona na to, aby kraj, w którym wystąpił „stan klęski narodowej”, mógł zignorować postanowienia porozumienia TRIPS. Bez wątpienia pandemia AIDS i 30 000 zgonów dziennie spowodowanych chorobami zakaźnymi kwalifikuje się jako „stan klęski”. Jednakże Wielka Czwórka naciska na rząd USA, aby ten zatrudnił armię prawników, która załata wspomnianą lukę prawną w porozumieniu TRIPS. Na forum Światowej Organizacji Handlu przedstawia się jego naruszenia i w przeciwieństwie do spraw karnych ciężar dostarczenia dowodów spada na państwo oskarżone.
Co jest jeszcze gorsze, w imieniu Wielkiej Czwórki rząd USA stosuje metodę zastraszania państw niepokornych. Dla przykładu grozi zniesieniem specjalnego statusu Republiki Dominikańskiej na eksport jej tekstyliów do Stanów Zjednoczonych, jeśli nie wycofa się ona ze swoich planów importowania leków bez licencji. Brazylia i Indie zostały ostrzeżone, że mogą zostać poddane sankcjom zgodnie z amerykańską ustawą o handlu dwustronnym Super 301.
2. Strefa Wolnego Handlu Ameryk (FTAA – Free Trade Area of the Americas)
W celu zawyżenia wartości swoich akcji oraz umniejszenia obowiązków podatkowych korporacje stosują także tzw. „twórczą księgowość”. Przykładowo księgowi pracujący dla korporacji prasowej Newscorp Investments, której właścicielem jest Rupert Murdoch, okazali się tak pomysłowi, że w latach 1987–1998 firma nie zapłaciła w ogóle brytyjskiego podatku dochodowego pomimo wykazania w tym czasie zysków na poziomie 1,4 mld funtów!
W grudniu 2001 roku międzynarodowa firma Enron działająca w branży finansowej i energetycznej ogłosiła największe bankructwo w historii z aktywami wartymi 62,8 mld dolarów. William Lerach, pełnomocnik akcjonariuszy pozywających firmę Enron powiedział, że 29 jej kierowników i dyrektorów sprzedało akcje warte około 1,1 mld dolarów w czasie, gdy „przyznali, że wyolbrzymili w raportach zyski firmy Enron o 600 mln dolarów, a kapitał akcyjny o 1,1 mld dolarów”. Krytykując te sprawozdania, powiedział: „Te księgi rachunkowe były fałszowane przez… dyrektorów, którzy włożyli w swoje własne kieszenie setki milionów dolarów, podczas gdy winą obarczono pracowników firmy Enron, a setki czy nawet tysiące inwestorów straciło miliardy dolarów”.
Kilka miesięcy później ogłosiła bankructwo firma Worldcom, Inc., działająca prężnie w branży telefonii dalekiego zasięgu oraz usług internetowych. Wartość jej aktywów wynosiła łącznie 103,9 mld dolarów, a zatem pobiła ona rekord ustanowiony wcześniej przez firmę Enron. Zmuszono ją do zakończenia działalności po tym, gdy jej dyrektorzy przyznali się do sporządzenia fałszywych sprawozdań finansowych o rzekomo osiągniętym zysku 3,3 mld dolarów. Do tego w dniu 8 sierpnia 2002 roku przyznali się do kolejnych fałszerstw sprawozdań finansowych na kwotę 3,8 mld dolarów. W odpowiedzi na te oświadczenia minister sprawiedliwości USA, John Ashcroft, podczas konferencji prasowej powiedział: „Gdy skorumpowane kierownictwo korporacji zdradza pracowników i inwestorów, nie różni się niczym od zwyczajnych złodziei”.
Tendencja do monopolizowania, wyniszczania czy wykupywania konkurencyjnych firm jak również do utajonego czy potajemnego ustalania cen z innymi firmami doprowadziła do wytaczania korporacjom procesów antymonopolowych. W odpowiedzi odraczały one sprawy do momentu wybrania przychylniejszych im rządów (i zapewniały sobie tę przychylność przez ogromne finansowe wsparcie dla kampanii politycznych obydwu amerykańskich partii politycznych!). Jak przyznał prawnik firmy IBM, nauczył się on na początku swojej kariery, że „mógłby wziąć najprostszą sprawę antymonopolową… i przeciągać jej obronę niemalże w nieskończoność”. Mimo przegrania sprawy antymonopolowej w sądzie korporacji Microsoft Corporation nadal udało się wynegocjować z Departamentem Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych korzystny układ.
Po zniesieniu rządowej kontroli nad sferą przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych w ostatnich dwóch dekadach wśród rosnącej liczby korporacji praktykowana jest taktyka polegająca na przejmowaniu i wykupywaniu konkurencyjnych firm. Gdy w 1988 roku szef koncernu RJR Nabisco planował największe wówczas, finansowane kredytem wykupienie, obawiał się, że zabraknie na świecie funduszy, aby to przejęcie przeprowadzić: „Będę musiał stawać na głowie…. aby zdobyć te 17 mld dolarów!” Dzisiaj świat zalany jest kapitałem spekulacyjnym, dlatego że duża część oszczędności emerytalnych ulokowana jest w inwestycyjnych funduszach wzajemnych oraz tzw. funduszach hedgingowych, a częściowo ponieważ podaż pieniądza wzrosła alarmująco w wyniku udzielania kredytów ogromnej wartości. W 2006 roku łączna wartość fuzji i przejęć przedsiębiorstw na świecie wyniosła 2,24 biliona dolarów!
Niewiarygodnie intensywna rywalizacja o zyski na każdym kroku sprawiła, że bezosobowe byty korporacyjne są obojętne na prawa pracowników czy zagrożenie dla środowiska. W większości przejmowanych firm masowo zwalnia się pracowników, aby uczynić je jeszcze bardziej dochodowymi dla przejmującej korporacji. Te przykłady, wraz z wieloma innymi, świadczą jasno o tym, że potęga i bogactwo są skupiane w rękach coraz mniejszej grupy osób. Deklaracje kapitalizmu, że niczym nieskrępowane, swobodne działanie sił rynkowych przyniesie wszystkim korzyści, są oczywistym kłamstwem.
Chociaż międzynarodowe korporacje dysponują dzisiaj olbrzymim bogactwem oraz możliwościami wywierania wpływów, w realizacji własnych interesów są one wciąż uzależnione od wojskowej i gospodarczej potęgi państw narodowych. Reżimom, które sprzyjają międzynarodowym inwestycjom, udziela się wsparcia finansowego i militarnego. Współczesne korporacje usiłują wpłynąć na rządy państw, aby te tworzyły coraz więcej porozumień handlowych w obrębie Światowej Organizacji Handlu (Word Trade Organization) takich, jak Strefa Wolnego Handlu Ameryk (Free Trade Area of the Americas – FTAA). Pod pretekstem tworzenia „równych warunków konkurencji na rynku” owe porozumienia dążą do osłabienia wszelkich narodowych barier handlowych, jakie w każdym państwie służyły ochronie rodzimej produkcji i rolnictwa. Edward Goldsmith, publicysta, założyciel szanowanego angielskiego czasopisma „The Ecologist”, obnaża, jak absurdalne są globalistyczne porozumienia gospodarcze. „Zabijają one lokalną gospodarkę i prowadzą do nowej kolonizacji. Gdyby moim przeciwnikiem był mistrz świata w boksie w wadze ciężkiej, Mike Tyson, i gdybym miał stawić mu czoła, nie chciałbym, żeby odbyło się to na „równych warunkach konkurencji” — potrzebowałbym wielu nie lada ochroniarzy!”
W 1994 roku w celu przeforsowania tego typu porozumień rząd Stanów Zjednoczonych wysłał ponad 800 delegatów na ostatnie spotkanie Rundy Urugwajskiej Układu Ogólnego w Sprawie Taryf Celnych i Handlu (General Agreement on Tariffs and Trade, GATT — który później stał się Światową Organizacją Handlu — WTO). Oczywiście ci lobbyści nie byli wybrani w sposób demokratyczny, aby odzwierciedlać sobą różnorodność opinii. Wszyscy byli konsultantami biznesowymi bądź sprawowali stanowiska kierownicze w korporacjach. Ich misją było stworzenie takiego porządku — nawet kosztem środowiska naturalnego — w którym uszczuplenie zysków korporacji amerykańskich byłoby naruszeniem prawa.









Recent Comments